O Kamilku

 

1. PRZYJACIELE  KAMILKA

 

 

 

 

"...zwykłe słowa nie wystarczą by oddać istotę rzeczy zostanie więc nie nazwana, ale twarz dziecka za szkłem i dłoń szukająca pomocy powala na kolana..." ...

 





W pokoju bez okien
W towarzystwie cieni
Wiesz, że nie zapomną o tobie
Zabiorą Cię
Emocjonalnie zranionego
Nie martw się tym,
Zacznij od nowa


W świecie za szybą
Widzisz, jak przechodzi świat
I nikt nie może Cię dotknąć
Myślisz, że jesteś bezpieczny,
Ale zimny podmuch wiatru
Może wtargnąć w głąb twojej duszy
Tam, gdzie nic nie może cię zranić
Aż do chwili, gdy jest za późno


Biegnij, aż padniesz
Czy wiesz, jak się zatrzymać?
Wszyscy wkoło przechodzą obok
Machniesz im na pożegnanie.
Ledwie się uśmiechnęli
Bo wyglądasz jak dziecko
Nigdy nie myślałeś, że cię zasmucą
Widzieli, jak płaczesz


Zatem przyjmij moją radę
Nie oglądaj się na ekspertów
Nie zastanawiaj się dwa razy
Po prostu posłuchaj
Biegnij i ukryj się
W zakamarkach swojego umysłu
Sam
Jak nikt nigdzie



WITAJ w MOIM ŚWIECIE

 


Witaj!!

Mam na imię Kamil.
Urodziłem się 5 lipca 2004 roku.


Byłem malutkim, ślicznym i zdrowym bobaskiem. Miałem zaledwie 49 cm i ważyłem tylko 2,8 kg.
Poród odbył się poprzez cesarskie cięcie, gdyż „wypiąłem się” na służbę zdrowia i ułożyłem się w brzuszku mamusi pupą do góry.

 

 

 

 

Rozwijałem się prawidłowo, ale zawsze bardzo mało jadłem i nie za bardzo lubiłem spać.
Kiedy skończyłem 11 miesięcy stanąłem na swoich małych nóżkach i zwiedzałem świat.
Kiedy miałem nieco ponad rok wypowiadałem pierwsze słowa: tata, baba, mama, tam, bam, mu.
Kiedy miałem około 1,5 roku zacząłem wycofywać się ze świata, w którym dotąd przebywałem. Przestałem zauważać otaczających mnie ludzi, nie reagowałem na własne imię, przestałem używać słów, których się nauczyłem, nie wykonywałem poleceń, nie potrafiłem się bawić, nie lubiłem patrzeć w oczy drugiej osobie, książeczki jedynie kartkowałem a nie oglądałem.
Nie wiem czemu się tak działo, czułem się tak jakby ktoś budował wokół mnie gruby mur, który oddzielał mnie od świata i od ludzi. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić.

Moja mamusia widziała, że ze mną dzieje się coś niedobrego, więc zaczęła szukać pomocy. Jednak nikt oprócz niej nie widział problemu. Moja mama nie wiedziała co się ze mną dzieje, szukała pomocy u lekarzy, chodziła od pediatry do laryngologa, od laryngologa do neurologa, jednak wszyscy twierdzili, że jestem zdrowy. Wszyscy oprócz mojej mamy. Niektórzy już nawet myśleli, że to ona jest chora, bo wymyśla mi choroby.
Kiedy miałem prawie dwa latka moja mama zabrała mnie do Poradni Pedagogiczno Psychologicznej, ale i tu nic nie stwierdzono i odesłano mamę do domu i kazali mnie obserwować.
Moja mama cały czas szukała dla mnie pomocy. Ponieważ nikt nie potrafił jej pomóc zaczęła szukać w swoim komputerze . Ona ma w tym komputerze takie wieeeeelkieeeee „okno na świat” i tam można wszystkiego się dowiedzieć. I tam właśnie w tym oknie znalazła takie słowo jak

 

 

 

 

 

Ja nie wiem co to słowo znaczy, ale to chyba nic dobrego bo mamusia była bardzo smutna i bardzo się wystraszyła.
Moja mamusia postanowiła już nie ufać tym wszystkim, którzy mówili, że ze mną jest wszystko ok. Zaufała sobie. Kiedy miałem 2,5 roczku przyprowadziła do mnie panią psycholog, która potwierdziła jej obawy i zaczęła ze mną pracować.
W maju 2007 roku trafiliśmy do PRODESTE, czyli ośrodka dla osób z autyzmem i z pokrewnymi zaburzeniami.
Tam, wspaniali ludzie wyciągnęli do mnie i do mojej mamusi pomocną dłoń i powiedzieli, że pomogą nam w walce z tym niewidzialnym wrogiem, który podstępem zbudował wokół mnie mur. Ja sam byłem za słaby aby zburzyć ten mur.
Najpierw po długiej obserwacji i wnikliwym wywiadzie zostałem zdiagnozowany jako dziecko autystyczne, a na kolejnej wizycie ocenili mój poziom funkcjonowania i okazało się, że nie jest ze mną aż tak źle.
Moim terapeutą prowadzącym został pan Adam Ławicki, którego od razu bardzo polubiłem. Wspólnie z moją z mamą wzięli mnie ostro w obroty. Pan Adam, pokazywał mojej mamie jak ma ze mną pracować , a ona sumiennie w domu to ze mną ćwiczyła, nagrywała to na kamerę a potem wysyłała to panu Adamowi.
Oj początki były bardzo trudne, bo ja nie za bardzo chciałem pracować, ale moja mama jest bardzo uparta i cały czas mobilizowała mnie do pracy.
Do Opola jeździliśmy co miesiąc przez ponad rok. Na tych wizytach pan Adam dawał nam nowe zadania i nowe ćwiczenia. Ja bardzo to polubiłem i teraz sam domagam się aby moja mamusia pobawiła się ze mną ”w Opole”.
Teraz pan Adam stwierdził, że nie musimy przyjeżdżać tam co miesiąc, bo świetnie sobie radzimy, więc wystarczy jak przyjedziemy na kontrolną wizytę raz na trzy miesiące.
A ja cały czas pracuję zarówno z moją mamusia jak i innymi paniami.
Moja mama jeździ ze mną trzy razy w tygodniu do Naviculi, do takiego ośrodka dla dzieci z autyzmem i tu pracuje razem z ciocią Asią i drugą ciocią Asią i ciocią Iwonką oraz ciocią Malwiną a także z Karoliną i Justyną Najbardziej lubię jeździć na zajęcia do cioci Malwiny bo ona każe mi jeździć rowerkiem, wspinać się po drabinie, gramy w kręgle, masuje mnie takim dużym czymś, skaczemy do basenu z piłkami albo huśtamy się na huśtawce. Te zajęcia nazywają się Integracja sensoryczna i są superowe. Mama mówi że jeszcze zapisała mnie na dwie inne terapie – Biofeedback oraz Tomatisa - ale na razie musimy poczekać.
Moja mama cieszy się , że mamy w pobliżu taki ośrodek jak Navicula.
I choć wszyscy terapeuci bardzo mnie chwalą, mówią że robię ogromne postępy, to moja mama ciągle szuka dla mnie więcej i więcej. Ale ja bardzo się z tego cieszę, bo lubię się uczyć. Co sobota jeździmy tez na zajęcia z logopedii, do cioci Oli, którą uwielbiam, a co dwa tygodnie chodzę na zajęcia do poradni pedagogiczno psychologicznej i pracuję z ciocią Małgosią, która bardzo mnie lubi i która była ta pierwszą terapeutką, którą spotkałem na swej drodze.

 




No i zapomniałem powiedzieć, że moja mamusia całymi wieczorami siedzi i robi dla mnie „ segregatorki” i inne pomoce, które potem wykorzystuje do ćwiczeń ze mną.
Moja mama to tych pomocy ma już tyle, że mogłaby otworzyć swoje prywatne przedszkole.
A właśnie, a pro po przedszkola. To ja chodzę już drugi rok do Przedszkola Miejskiego nr 11, do grupy czterolatków. Nasza grupa nosi nazwę KACZORKI . Uwielbiam tam chodzić i uwielbiam moje ciocie a zwłaszcza ciocię Marysię i mam tam mnóstwo kolegów i koleżanek. Lubię bardzo Miłosza, Tomka, Natalkę, Martusię, Dawida, Malwinę, Julkę, Weronikę i innych.

 

Acha no i coraz więcej mówię, z czego wszyscy bardzo się cieszą. Potrafię już nawet budować proste zdania.



 

 

 

 

 

 

 

Moja mama, kiedy dowiedziała się , że mam ten autyzm, postanowiła, że go pokona i pomoże mi całkowicie wyzdrowieć.
Bardzo bym chciał  spełnić jej marzenie, bo bardzo ją kocham.
Mam nadzieję, że jej nie zawiodę, przecież ona tak bardzo mnie KOCHA.

 

 

 

 

 

 

Przyjaciele Kamilka

 

LICZNIK ODWIEDZIN
mod_vvisit_counterDziś2
mod_vvisit_counterWczoraj33
mod_vvisit_counterW tym tygodniu101
mod_vvisit_counterW tym miesiącu706
mod_vvisit_counterWszystkich11175


projektowanie stron internetowych statystyka